Ekstremalne oszczędzanie czyli 40 małych porad na bogatsze jutro

Jednym z moich priorytetów na rozpoczynający się rok jest spłacenie możliwie jak największej ilości zaciągniętych pożyczek i rat, nie rezygnując jednocześnie z rozrywek takich jak wyjścia ze znajomymi do knajpy czy kina, okazjonalne zamówienie jedzenia na telefon czy kupienie sobie nowego ubrania. Do głowy już od jakiegoś czasu przychodziły mi różne pomysły w jaki sposób i na czym konkretnie mogę zaoszczędzić; część z nich na pewno została zaczerpnięta z artykułów i filmików online, na część z nich wpadłam sama. Postanowiłam więc napisać subiektywny zbiór porad, jak skutecznie zaoszczędzić pozornie niewielkie kwoty, które po zebraniu w całość pomogą szybciej pozbyć się niechcianych finansowych zaległości. Zaznaczam, że post nie jest sponsorowany, więc marki, które mogą pojawić się w tym tekście, szczerze polecam z własnego doświadczenia.

OGÓLNE PORADY

1) Zawsze rób zakupy wg wcześniej przygotowanej listy

Powtarzana do znudzenia we wszystkich artykułach dotyczących oszczędzana porada, która nie bez powodu znalazła się u mnie na miejscu pierwszym. Zaparz sobie herbatę, otwórz aplikację do notowania w smartfonie (osobiście polecam GoogleKeep) lub przygotuj kartkę i długopis, a następnie zanotuj w podpunktach wszystkie artykuły, których potrzebujesz na kolejne dni. Ja osobiście preferuję robienie większych zakupów raz w tygodniu (w niedzielę lub poniedziałek), natomiast artykuły świeże takie jak owoce, warzywa czy mięso i wędliny kupuję dzień przed planowanym użyciem. Zakupy w systemie tygodniowym idą w parze z planowaniem posiłków na siedem dni, ale do tego jeszcze wrócę. Idąc na zakupy z listą i uzbrajając się w silną wolę (szczególnie na dziale ze słodkościami, w moim przypadku), nie kupisz niczego, co aktualnie nie jest Ci potrzebne. Nie wydasz zbędnie pieniędzy i nie wyrzucisz jedzenia którego nie zdążysz zjeść przed upływem terminu ważności. Sprawdziłam, działa!

2) Na zakupy zabieraj ekologiczną, płócienną torbę

Plastikowe reklamówki od 1 stycznia 2018 objęte są tak zwaną „opłatą recyklingową”- nie chcesz przecież wydawać niepotrzebnie pieniędzy, prawda? Osobiście zresztą mam słabość do płóciennych toreb, często stanowią świetny, stylowy dodatek do ubioru, a w wielu miejscach możesz dostać je za darmo!

dav

3) Kupuj w promocji

Przeglądaj gazetki promocyjne hipermarketów, śledź aktualne akcje rabatowe ale rób to z głową! Kupuj w promocji artykuły, które znasz, lubisz i których używasz na porządku dziennym. Nie kupuj nowych, niesprawdzonych produktów tylko dlatego, że są obecnie tańsze, bo możesz skończyć z armią nienadających się dla Ciebie kosmetyków na łazienkowej półce lub lodówką pełną psującego się jedzenia, które, jak się okazało, pomimo atrakcyjnej ceny, nie trafiło w Twój kulinarny gust.

4) Badaj się profilaktycznie

Wykonuj badania profilaktyczne w ramach NFZ. Mój przykład: na wizyty do dentysty umawiam się raz w roku, nawet kiedy nie odczuwam żadnych dolegliwości. Tym sposobem nie doprowadzam do poważnych problemów związanych ze zdrowiem zębów, a nawet jeśli pojawiają się drobne kłopoty, w ramach NFZ zostają one naprawione. Podobnie rzecz się ma z ginekologiem. Jestem pod opieką lekarza współpracującego z Funduszem, którego odwiedzam minimum raz na trzy miesiące w celu przedłużenia recepty na antykoncepcję. Badania wykonuję często i darmowo, do tego co trzy lata przysługuje nam darmowa cytologia, z czego moim zdaniem każda kobieta powinna korzystać! Wejdź na stronę NFZ, na której opisane są programy profilaktyczne dostępne dla każdego.

5) Kupuj używane!

Mam na myśli używane meble, książki, ubrania. W internetowych serwisach ogłoszeniowych czy za pośrednictwem grup na Facebook’u wiele osób wystawia na sprzedaż rzeczy nowe lub prawie nowe, które dostały w prezencie bądź same kupiły i okazało się, że nie są im potrzebne z najróżniejszych przyczyn. Cena? Często nawet o połowę niższa od wartości katalogowych! Nie mówiąc nawet o stacjonarnych sklepach z używanymi ubraniami, w których można znaleźć naprawdę świetne rzeczy, takie jak moja ulubiona biała koszula, za którą zapłaciłam.. 8 zł. Warty uwagi jest też zdecydowanie portal online Vinted.pl, gdzie możesz kupić lub sprzedać używane ubrania i dodatki.

6) Korzystaj z programów lojalnościowych

Zapisz się do programów lojalnościowych w miejscach, które regularnie odwiedzasz. Upewnij się, że założenie karty stałego klienta nie wiąże się z żadnymi opłatami i zacznij czerpać korzyści! Przykładem darmowych i pozwalających na realne oszczędności programów są: Vitay, Carrefour, Rossmann czy Natura. Część sklepów odzieżowych również oferuje zniżki i promocje dla stałych klientów, na przykład jeden z bardzo lubianych przeze mnie Pan Tu Nie Stał – po zebraniu 10 stempli, dostajesz tam wybraną przez siebie koszulkę za darmo!

7) Wizualizuj swój sukces w oddaniu długu / oszczędzaniu

Pomocnym narzędziem w drodze do życia bez długu będą wszelkie wizualne reprezentacje twojego postępu. Najprostsza tabelka utworzona w Excel’u, w której z miesiąca na miesiąc będziesz zmieniać kolor kolejnych kwot z czerwonych (zadłużenie) na zielone (spłacone zadłużenie), uświadomi ci, że jesteś o krok bliżej celu i zmotywuje do dalszej pracy nad rozsądniejszym dysponowaniem osobistym budżetem. Oczywiście Excel to tylko jedna z opcji. Może dla ciebie lepiej sprawdzi się rysowanie kolejnych monet w słoiku jako reprezentacji zaoszczędzonych pieniędzy albo kolorowanie kolejnych części rysunkowego samochodzika jako symbolu kolejnych spłaconych rat kredytu zaciągniętego na nowe auto? Każdy sposób, który działa, to dobry sposób. Ważne, żeby wizualizacja znajdowała się w widocznym dla Ciebie miejscu, może na lodówce albo na pulpicie komputera? Niech z dnia na dzień motywuje cię do dalszego postępu!

8) Zainspiruj się minimalizmem

Polecam z całego serca obejrzenie dokumentu, o którym pisałam tu, lub przeczytanie książki Kasi Kędzierskiej „Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce”. Mnie zainspirowały one do ogromnych zmian w postrzeganiu zakupów, konsumpcjonizmu i życia, w ogóle.

JEDZENIE

9) Planuj posiłki na kilka dni

Planowanie posiłków na kilka kolejnych dni, idące w parze z planowaniem listy zakupów potrzebnych do przygotowania konkretnych potraw, ma dwie podstawowe zalety. Po pierwsze, wiedząc co dokładnie chcesz przygotować, nie wydasz pieniędzy na artykuły spoza listy. Po drugie, będąc systematycznym w domowym gotowaniu, nie skusisz się na ulicznego fast food’a, bo zawsze będziesz mieć w zanadrzu posiłek, który wcześniej zaplanowałeś/aś. Ja do planowania swoich posiłków używam kupionego w Empiku planera tygodniowego Paperdot, ale Internet pełen jest darmowych, gotowych do wydruku tabel. Możesz zresztą stworzyć taką sam/a, albo po prostu rozpisać kolejne pozycje na czystej kartce papieru.

49603620_395538614530937_2659512735447908352_n

10) Unikaj fast-food’a

Porada ta jest dość ściśle powiązana z poprzednią – unikając fast-food’a i jedząc w domu, możesz sporo zaoszczędzić! Nie ma nic złego w zamówieniu jedzenia na telefon od czasu do czasu czy w okazjonalnym złapaniu hot doga w biegu. Pamiętaj jednak, że domowy posiłek będzie nie tylko tańszy, ale z całą pewnością zdrowszy niż kolejny w tygodniu burger, kebab czy pizza.

11) Nie wyrzucaj resztek

Jeśli po przygotowaniu posiłku wg ściśle określonego przepisu w twojej lodówce zostają napoczęte, nie wykorzystane w całości produkty, znajdź jak najszybciej sposób na zrobienie z nich użytku. Sałatka, smoothie, leczo? Jeśli nie masz własnego pomysłu, Internet na pewno okaże się pomocny!

12) Sprawdzaj cenę za jednostkę, nie za opakowanie

Będąc na zakupach, zawsze zwracaj uwagę na cenę za jednostkę (z reguły podana mniejszą czcionką pod ceną właściwą za opakowanie), czyli na przykład za 100g, za 100ml itp. Porównuj ceny na podstawie tej wartości – czasem pozornie tańszy produkt może okazać się sporo droższy jeśli weźmiesz pod uwagę wielkość jego opakowania.

RACHUNKI

13) Ładuj swój telefon w pracy

Jeśli w miejscu pracy masz do tego warunki i twój pracodawca nie ma nic przeciwko, ładuj swój telefon będąc w pracy. Z pozoru niewielka oszczędność obniży twój rachunek za prąd.

14) Zrezygnuj z płatnej telewizji

Pół godziny filmu, piętnastominutowa przerwa reklamowa, kolejne pół godziny filmu, reklamy, pół godziny filmu.. brzmi znajomo? Zamiast wydawać pieniądze na tradycyjną telewizję, zainwestuj w subskrypcję w jednym z portali VoD, np. Netflix, HBO Go czy Showmax i sam/a wybieraj, co i kiedy chcesz oglądać. Jeśli ktoś z Twoich znajomych lub rodziny będzie chciał przyłączyć się do korzystania z subskrypcji, podzielony rachunek będzie naprawdę niski, a korzyść – niewymiernie wysoka. Do tego nie będziesz narażony/a na oglądanie reklam, które kuszą do zakupów!

15) Załóż darmowe konto bankowe

Jeśli jeszcze takiego nie masz, załóż konto bankowe, używając którego nie poniesiesz opłat za podstawowe czynności takie jak prowadzenie konta, obsługę karty płatniczej, przelewy internetowe czy wypłaty z bankomatów. Przykładem na chwilę obecną jest Nest Konto, z którego sama korzystam.

16) Zakręcaj wodę podczas mycia zębów / włosów

Nie ma potrzeby tłumaczyć dlaczego.

17) Używaj trybu ekologicznego w pralce i zmywarce oraz pierz w niższej temperaturze

Włączając tryb ekologiczny w swojej pralce i zmywarce, zmniejszasz pobór wody i prądu. Programy te mogą trwać odrobinę dłużej niż standardowe, ale korzyść jest realna! Poza tym, jeśli pierzesz ubrania, które nie mają widocznych plam, wybieraj niższą temperaturę prania – zimna woda jest oczywiście tańsza od ciepłej, a do tego ubrania zachowają dłużej swój kolor i kształt.

18) Zmień taryfę komórkową z abonamentu na kartę

Sprawdź u swojego operatora komórkowego warunki przejścia z taryfy abonamentowej na taryfę na kartę. Opłaty za te same usługi w wielu przypadkach są nieporównywalnie niższe w opcji bez umowy.

ROZRYWKA

19) Oglądaj filmy taniej

Sprawdź, czy w okolicznych kinach wyznaczony jest konkretny dzień w tygodniu, w którym możesz obejrzeć filmy w obniżonej cenie. Cena biletu może wtedy spadać nawet o 56%!  Przykładem jest Superwtorek w sieci kin Helios czy tanie środy w Cinema City.

20) Urządzaj domowe imprezy

Zamiast kolejnego wyjścia do knajpy, urządźcie ze znajomymi spotkanie w domu jednego z was. Cena jednego piwa w lokalu równa się cenie dwóch piw kupionych w sklepie. Jedna pizza w knajpie równa się dwóm pizzom przygotowanym od podstaw w domu. W tej samej kwocie oprócz pizzy wystarczy jeszcze na przekąski takie jak korniszony czy oliwki. Liczyłam! Gotujcie razem, urządźcie wieczór filmowy czy pograjcie w gry planszowe. Na imprezach świetnie sprawdzają się gry takie jak Tabu, Dobble czy Party Time. Z dobrym towarzystwem takie spotkanie może być nawet ciekawsze niż standardowe spotkanie w pubie!

21) Wypożyczaj książki

Korzystaj z usług miejskiej biblioteki lub pożyczaj książki od znajomych zamiast je kupować. Jest to całkowicie darmowe! Na mojej półce z książkami znajdują się tylko najulubieńsze pozycje, do których raz na jakiś czas wracam lub te, które mają dla mnie wartość sentymentalną.

PODRÓŻE

22) Korzystaj z BlaBlaCar

Wspólne przejazdy w ostatnich latach ogromnie zyskały na popularności. Dlaczego? Nie dość, że realnie oszczędzasz – zarówno kiedy jesteś kierowcą, jak i pasażerem, masz okazję poznać nowych ludzi i odbyć świetne rozmowy podczas drogi. Kiedy jedziemy z moim A. w dalszą trasę, zawsze publikujemy swój przejazd i w większości przypadków zabieramy ze sobą pasażerów, więc mogę z własnego doświadczenia śmiało polecić tę formę transportu. Jako pasażerka podróżowałam raz i również się nie zawiodłam – dojechałam na miejsce taniej, szybciej, bliżej do punktu docelowego i ciekawiej niż pociągiem.

23) Wyszukuj tanie loty

Chcesz zwiedzać świat ale przerastają cię koszty  transportu? Poszukaj w Internecie tanich lotów, bez skupiania się na konkretnych lokalizacjach. Otwórz się na miejsca, o których wcześniej nie myślałeś/aś, a do których znalazłeś/aś bardzo tanie bilety lotnicze – być może czeka cię najlepszy weekend życia!

24) Sprawdzaj daty darmowego zwiedzania

Wiele muzeów czy galerii oferuje dni w tygodniu, w których możesz zwiedzać całkowicie za darmo! Przed każdą podróżą zaplanuj jakie miejsca chciałbyś/abyś odwiedzić podczas swojej wycieczki, po czym sprawdź czy i kiedy możesz zrobić to bezpłatnie.

25) Planuj nocleg z wyprzedzeniem

Jeśli znasz datę swojej wycieczki, nie czekaj na ostatnią chwilę ze znalezieniem miejsca noclegu. Po pierwsze – im wcześniej zaczniesz szukać, tym większy masz wybór. Po drugie – zauważyłam że ceny noclegów na kilka miesięcy do przodu potrafią być o wiele niższe niż te podczas rezerwacji na kilka dni przed. Martwisz się, że twoje plany ulegną zmianie i będziesz stratny/a na opłacie rezerwacyjnej? Znajdź nocleg z opcją darmowego odwołania nawet do dnia przed planowanym wyjazdem na Booking.com.

26) Unikaj wydawania pieniędzy w zatłoczonych, popularnych wśród turystów miejscach

Kupując pamiątki z podróży lub jedząc posiłki, staraj się unikać popularnych, zatłoczonych miejsc – z reguły ceny są tam o wiele wyższe niż w bocznych uliczkach, oddalonych od centrum atrakcji turystycznych. Spróbuj podpytać lokalnych mieszkańców, gdzie można znaleźć tanią i pyszną knajpę.

27) Latem korzystaj z pól namiotowych

Ceny pobytu na kempingu są nieporównywalnie niższe od rezerwowania domków czy pokoi letniskowych, a spanie pod gołym niebem może być niezapomnianą, niesamowitą przygodą. Zainwestuj w przestronny namiot, wygodny dmuchany materac oraz ciepły śpiwór i ciesz się ze swoich wakacji w niskiej cenie i bliżej przyrody!

28) Rób to, co jest darmowe

Obejrzyj wschód i zachód słońca. Spaceruj. Zdobądź szczyt góry o własnych siłach. Usiądź na kocu nad wodą. Opalaj się na plaży. Tańcz do muzyki granej na ulicach. Przyglądaj się ludziom. Zorganizuj piknik i graj w karty. Czytaj książkę w parku. Rób to, na co nie musisz wydawać pieniędzy, a co, koniec końców, jest esencją twojej podróży.

UBRANIA

29) Sporządź listę ubrań i dodatków, których brakuje w twojej szafie

Prowadź listę rzeczy, które są Ci potrzebne, bądź takich, które bardzo chciałabyś mieć. Na mojej liście znajdują się na przykład: nowy zimowy płaszcz, biały klasyczny top, cieliste szpilki etc. Zasada jest taka, że kupuję sobie tylko te ubrania i dodatki, które są na liście dłużej niż miesiąc. Wszystkie inne uważam za takie wpisane pod wpływem impulsu i nie decyduję się na nie dopóki nie będę mieć stuprocentowej pewności, że będę z nich zadowolona, są dobrej jakości i „grają” z resztą mojej szafy. Obowiązuje kategoryczny zakaz kupowania rzeczy, których nie ma na liście!

30) Twórz zestawy

Częściowo nawiązując do poprzedniej porady – kupując nowe ubranie bądź akcesorium, twórz oczyma wyobraźni kilka zestawów które mogłabyś ubrać komponując nową rzecz z tymi, które już posiadasz. Jeśli nie przyjdzie Ci do głowy co najmniej pięć zestawów, zastanów się czy ten zakup jest aby na pewno dobrym pomysłem.

31) Wybieraj jakość ponad ilość

Ubrania i dodatki dobrej jakości zazwyczaj kosztują więcej, ale będziesz się nimi cieszyć o wiele dłużej – ubrania nie stracą fasonu po jednym praniu, a skórzane buty czy torebka posłużą ci przez długie lata. Poza tym, inwestując w lepsze produkty, będziesz czuć się lepiej i pewniej w swoich stylizacjach. Od tej zasady stosuję jednak od czasu do czasu wyjątek – jeśli chodzi o trendy takie jak ubrania w konkretnym kolorze czy fasonie który obecnie jest modny, czasem zdarza mi się zrobić zakup w „sieciówce”. Sukienka w tropikalne kwiaty czy t-shirt z modnym nadrukiem kupione za niewielką kwotę spełnią swoje zadanie przez jeden sezon, po czym bez wyrzutów sumienia można będzie je komuś oddać lub sprzedać ze świadomością, że nie kosztowały nas one fortuny. Mimo wszystko lepiej jednak unikać trendów i spróbować znaleźć swój własny, ponadczasowy styl.

32) Naprawiaj i przerabiaj ubrania

Na twoich ulubionych spodniach pojawiła się plama której nie możesz wywabić ale nie chcesz wyrzucać ich do kosza? Znajdź sposób na naprawienie ich w taki sposób, żeby móc ich znów używać. Naszyj naszywki lub zrób w miejscu plamy nożyczkami dziurę żeby zmienić ich charakter. A może obetniesz nogawki przerabiając je na letnie szorty? Kupiłeś/aś świetny płaszcz ale unikasz noszenia go bo denerwuje cię zbyt długi rękaw lub zbyt luźny krój? Oddaj go do krawcowej która za niewielką kwotę dopasuje go do twojej sylwetki. Nie musisz kupować nowych ubrań- inspiruj się tym, co już posiadasz.

KOSMETYKI

33) Myj włosy co drugi dzień zamiast codziennie

Brzmi kontrowersyjnie? Jeśli tak jak ja jeszcze do niedawna myjesz włosy codziennie, zmień ten nawyk na mycie ich co drugi dzień. Początki będą trudne, ale włos szybko przyzwyczaja się do nowej rutyny – ja już po miesiącu zauważyłam, że na drugi dzień po umyciu włosy nie przetłuszczały się i nadal wyglądały świeżo. W sytuacjach podbramkowych zawsze można poratować się suchym szamponem. A korzyści? Doliczyłam się aż czterech – oszczędność wody, szamponu, czasu i w moim przypadku możliwość rzadszych wizyt u fryzjera na koloryzacji – kolor dłużej się trzyma!

34) Wykorzystuj kosmetyki do samego końca

Upewnij się, że wykorzystujesz swoje kosmetyki całkowicie, szczególnie te, które na końcu trudno jest wydobyć z opakowania. Zainwestuj w wyciskarkę do tubek (ja osobiście mam taką w kształcie ust, bardzo estetyczną i naprawdę praktyczną!) bądź rozcinaj tubki i palcem wydobywaj końcówki produktów takich jak krem do rąk, podkład czy odżywka do włosów. Zdziwisz się, ile kosmetyku do tej pory wyrzucałeś/aś myśląc że opakowanie jest puste!

49899747_1969061606720890_4781206771282739200_n

35) Poeksperymentuj z kosmetykami domowej roboty

Zrobiony własnoręcznie z kawy, cukru, oleju kokosowego i cynamonu peeling do ciała to moje kosmetyczne odkrycie ostatnich miesięcy. Ziarenka kawy i cukru idealnie wygładzają skórę, olej kokosowy pozostawia ją idealnie gładką, a do tego całość pachnie słodko-energetyzującą mieszanką kawy i cynamonu. Cena? Ok. 5 zł za 200 ml. Satysfakcja ze zrobienia swojego własnego kosmetyku- bezcenna. Próbowałam też maski do włosów przeciwko ich nadmiernemu wypadaniu na bazie białek jajek – działanie wręcz natychmiastowe! A olejek rycynowy kupiony w aptece za niecałe 4 zł potrafi zdziałać cuda w odbudowaniu zniszczonych paznokci i w odżywieniu brwi i rzęs.

36) Jeśli jesteś kobietą, zainwestuj w kubeczek menstruacyjny

Ten jednorazowy większy wydatek szybko się zwraca – żywotność kubeczka menstruacyjnego wynosi od 5 do 10 lat a dodatkowo jest naturalniejszy od tradycyjnych podpasek i tamponów. Od jakiegoś już czasu jest on na mojej liście zakupów. Nigdy wcześniej nie korzystałam z tej metody zabezpieczenia podczas miesiączki, ale po długim plądrowaniu internetu w poszukiwaniu najlepszego kubeczka, myślę że w najbliższym czasie zdecyduję się na zakup tego marki MeLuna.

37) Zamień mydło w płynie na mydło w kostce

Możesz je kupić już za złotówkę, a przy codziennym użytkowaniu przez dwie osoby wystarcza spokojnie na miesiąc.

PREZENTY

38) Obdarowuj bliskich doświadczeniami

Myśl o prezentach dla najbliższych nieszablonowo. Twój prezent może naprawdę nie kosztować wiele (lub być całkowicie darmowy), a sprawić nawet większą radość obdarowanej osobie niż kolejne kolczyki/perfumy/portfel etc. Przykłady? Dla partnera/ki – zrób własnoręcznie kupony na masaż, domową kolację przy świecach, wspólny wieczór filmowy, całodniową wycieczkę rowerową czy inne aktywności, przy których miło spędzicie razem czas z minimalnym nakładem finansowym. Koszt? Blok z kolorowymi kartkami, pisaki, nożyczki, koperta i chwila pracy. Piękny prezent za kilka złotych! Twoja siostra nie ma czasu dla siebie? Podaruj usługę opieki nad jej dzieckiem przez 3 godziny raz w tygodniu w ciągu najbliższego miesiąca – będzie niezmiernie wdzięczna za czas, w którym będzie mogła wybrać się do kina, na kolację czy do kosmetyczki. Koszt – o zł. Koleżanka lub mama ma problem ze znalezieniem swojego własnego stylu? Zaoferuj bycie jej asystentką na kolejnych zakupach. Wybierzcie się razem do centrum handlowego, doradzaj, razem przymierzajcie ubrania, a na koniec zabierz ją na pyszną kawę do.. domu, gdzie razem powymyślacie zestawy z nowo kupionych rzeczy. Kolejny darmowy pomysł. Nagraj filmik z życzeniami lub kompilacją wspólnych momentów. Zrób własnoręcznie kartkę z życzeniami. Ugotuj dla kogoś obiad i zagrajcie razem w grę planszową. Zorganizuj wspólny piknik w parku. Podaruj domowej roboty ciasto, babeczki czy kosmetyk. Napisz zabawny wierszyk, wydrukuj go i włóż w ramkę (kupisz je za naprawdę małe pieniądze). Rusz głową, a na pewno wpadniesz na genialny pomysł na niezapomniany i poruszający, a jednak nienaruszający twojego budżetu prezent!

INNE PORADY

39)  Sprzedaj nieużywane przedmioty

Wystaw na sprzedaż książki, ubrania, dodatki, sprzęty i meble których nie używasz. Za zdobyte w ten sposób pieniądze kup sobie na przykład coś z listy rzeczy, które chciałbyś/abyś mieć (patrz punkt 18) lub oddaj część zadłużenia, jeśli takie posiadasz.

40) Wypełniaj ankiety online

Świetnym przykładem portalu w którym możesz zarobić realne pieniądze jest TNS Online. Po wypełnieniu od kilku do kilkunastu ankiet i uzbieraniu wystarczającej ilości punktów możesz zlecić przelew „zarobionych” środków na swoje konto bankowe. Nie są to może olbrzymie sumy, ale jeśli masz możliwość raz na jakiś czas poświęcić chwilę przy kawie w domu na odpowiedzenie na kilka pytań, dlaczego nie miałbyś/abyś zarobić paru groszy?

Powodzenia we wprowadzaniu nowych, przyjaznych portfelowi nawyków!

K.

Reklamy

Sezon popękanych ust

Oficjalnie zaczęła się dzisiaj, ale w powietrzu było ją czuć już od dobrych dwóch tygodni. Kryła się w porannym zimnym wietrze, w coraz ciemniejszych wieczorach i niedoschniętych ręcznikach w łazience.

Jesień.

Sezon ciepłych swetrów i botków, paznokci w kolorach ziemi i filcowych kapeluszy. Instagram nagle przepełniony został zdjęciami grzybów, „kubka i koca” i spadających liści.

#złotapolskajesień.

Zrobiło się zimno i o wiele łatwiej jest znaleźć czas na książkę. Temperaturę powietrza szczególnie boleśnie odczuwają moje usta i dłonie. Wystarczy kilka minut przebywania na zewnątrz, a dłonie czerwienią się i szczypią, z kolei usta palą w każdym możliwym załamaniu i miniaturowym pęknięciu.

IMG_20160929_180733

Tę szlachetną porę roku najłatwiej jest jednak rozpoznać po atakujących z każdej strony reklamach leków na kaszel, katar, gorączkę i wszelką inną bolączkę, która prawdopodobnie prędzej czy później dopadnie każdego z nas. To bardzo nieprzyjemna wizja, ale tuż za rogiem są już pierwsze przymrozki, skrobanie szyb w samochodzie i konieczność zabierania ze sobą parasola na większość wyjść z domu. Choć to temat dość odległy i być może zasługujący na cały osobny post, już teraz wzdrygam się na myśl o marketach zdających się skupiać cały swój wysiłek na ekspozycji i sprzedaży przepastnej kolekcji zniczy i paskudnych sztucznych kwiatów zgodnych z cmentarną modą 2017 roku. Myślę oczywiście o szale zakupowym związanym z obchodami Święta Zmarłych.

Kiedyś gdzieś usłyszałam, że listopad jest określany mianem najbardziej depresyjnego miesiąca w roku. Podobno notuje się wtedy najwyższy odsetek samobójstw oraz rozstań. Mnie jednak ten miesiąc nigdy nie kojarzył się źle, zresztą chyba lubię jesień samą w sobie. Od kiedy pamiętam byłam domatorką więc okres między wrześniem a listopadem mogłam bezkarnie spędzać w domu w ciepłych skarpetach i bluzie, nie musząc się z tego nikomu tłumaczyć. W końcu „jest za zimno!”.

Jesień

Jesień to dla mnie też czas przemyśleń, spokojna pora przygotowująca do nowego, zbliżającego się za kilka miesięcy roku. Lubię zasiadać w kubkiem herbaty na kanapie i w swoim planerze, który sama od podstaw dla siebie zaprojektowałam, tworzyć zapiski o planach finansowych, pomysłach na idealny wyjazd rocznicowy czy podsumowaniach swoich tegorocznych postanowień. Zawsze byłam wzrokowcem, dlatego o wiele łatwiej jest dla mnie oszczędzić pieniądze jeśli co miesiąc wypełniam rysunkowymi monetkami narysowany w styczniu symboliczny słoik, a tabela do wypełniania dat wizyt u fryzjera pozwala mi zachować systematyczność w podcinaniu zniszczonych końcówek. Mój bullet journal pełen jest tabel, list, informacji, cytatów i pomysłów, uporządkowanych kolorystycznie na prawie dwustu ponumerowanych ręcznie stronach. Sprawia mi to wszystko dużo radości i przynosi uspokojenie po dniu w pracy o bardzo napiętej ostatnio atmosferze.

Obecnie przygotowuję listę moich mocnych i słabych stron oraz cech jakimi charakteryzuję się w miejscu pracy. Liczę na to, że tegoroczny jesienny wiatr przywieje dla mnie idealną ofertę pracy, w której poczuję, że lubię to, co robię i uwolnię się od toksycznych relacji w miejscu, w którym obecnie pracuję, tym samym podleczając moje zdrowie psychiczne. Chcę być jak najlepiej przygotowana, kiedy otrzymam telefon z zaproszeniem na rozmowę w sprawie pracy w jednej z firm do których aplikowałam.

Mam nadzieję, że pisząc kolejny post będę już szczęśliwą posiadaczką nowej pracy, a tymczasem zasiadam do próbowania babeczek które dzisiaj upiekłam, celebrując pierwszy dzień jesieni.

K.

Moda na wyrzucanie

Minimalizm.

Jeszcze do niedawna to pojęcie, jak i idee za nim stojące, było mi zupełnie obce. Zapoznałam się z nim podczas leniwego popołudnia, kiedy będąc sama w domu przeglądałam Netflixa w poszukiwaniu filmu pasującego do mojego ówczesnego nastroju. Odrzucając z góry gatunki filmowe po które nigdy nie sięgam (takie jak horrory czy filmy historyczne), przeszukałam komedie, dramaty, filmy romantyczne, a nawet filmy polskie (które rzadko zdarza mi się oglądać) i nie znalazłam niczego, co miałabym ochotę obejrzeć. Postanowiłam sięgnąć po ostatnią deskę ratunku, czyli filmy dokumentalne. Nie wiedzieć czemu spodziewałam się produkcji o tygrysach, niedźwiedziach czy dziwacznych rybach, z głosem Krystyny Czubówny w tle. Nic bardziej mylnego! Na głównej stronie kategorii od razu rzucił mi się w oczy jeden tytuł: Minimalism: A Documentary About the Important Things. Ze względu na tytuł i ładny obrazek postanowiłam włączyć film, a co mi tam! Może dowiem się czegoś ciekawego?

maxresdefault

Plakat filmu Minimalism: A Documentary About the Important Things

I rzeczywiście, to był fantastyczny wybór. Dzięki, Netflix! Film wywołał u mnie tak silne emocje, że kiedy Adam wrócił z pracy, od razu opowiedziałam mu o idei minimalizmu, o dwóch gościach, którzy postanowili pozbyć się większości swoich rzeczy! O tym, że mniej znaczy więcej – im więcej masz, tym mniej jesteś szczęśliwy! Genialne! Na co Adam oświadczył mi, że przecież on powtarzał mi od samego początku naszego związku. Że przecież niepotrzebne mi 4 czarne bazowe t-shirty czy 3 różowe sukienki. Że jeśli mamy w kuchni komplet kubków do herbaty, niepotrzebny mi kolejny tylko dlatego że ładny i tani w Ikei. Z pewną dozą wstydu muszę przyznać, że miał rację. Nigdy nie rozumiałam, dlaczego Adam nie chciał kupować sobie nowych dżinsów, bluz czy koszulek. Namawiałam go zawsze, że przecież taka ładna rzecz i w super cenie, kup sobie. Jego odpowiedź zawsze brzmiała podobnie: Mam już podobne/podobną, i ta którą już mam podoba mi się bardziej więc i tak będę sięgał po nie/nią. Ten argument nigdy do mnie nie trafiał, aż do niedawna.

Może to trochę śmieszne, że pod wpływem jednego filmu i kilku przeczytanych w Internecie artykułów byłam gotowa tak diametralnie zmienić swoje nastawienie, ale teraz absolutnie tego nie żałuję. Od kilku miesięcy sukcesywnie pozbywam się z naszego mieszkania nadmiarowych rzeczy. Opróżniam szafki kuchenne z niepotrzebnych akcesoriów. Wystawiam na sprzedaż książki i dekoracje domowe, których nie uwielbiam. Wyrzucam kosmetyki, których nie używam, bo są źle dobrane do moich potrzeb. W myśl idei capsule wardrobe, czyli szafa w pigułce, wyrzucam, oddaję lub sprzedaję przez Internet ubrania, których nie noszę, które nie pasują do reszty mojej garderoby czy które po prostu mi się znudziły bo były sezonową zachcianką kupioną w bardzo atrakcyjnej cenie na wyprzedaży.

Z każdym wyrzuconym przedmiotem dosłownie czuję się lżejsza. Mam o wiele więcej przestrzeni. Jestem w stanie w krótszym czasie wybrać rano idealny outfit na dany dzień, bo ubrania, które zatrzymałam w szafie, są spójne – wszystko pasuje do wszystkiego. Mam więcej pieniędzy – nie tylko ze sprzedaży moich zbędnych przedmiotów, ale też dlatego, że uważniej robię zakupy. Do centrum handlowego idę z konkretnym celem, wchodzę tylko i wyłącznie do sklepów, w których jest szansa znalezienia dobrej jakości koszulek, spodni czy marynarki. Nie idę na kompromisy – rzeczy które kupuję muszę mi odpowiadać w stu procentach. Jeśli nie jestem przekonana, szukam dalej. Nie chcę pół roku po zakupie wystawiać nienoszonych rzeczy na Allegro czy Vinted. Kocham za to swoje nowe ubrania, które wkładam do szafy – są idealnie skrojone, z dobrej jakości materiałów i w moim stylu.

IMG_20170715_180037

 

Od obejrzenia filmu Joshuy Fieldsa Millburna i Ryana Nicodemusa minęło zaledwie kilka miesięcy i przede mną jeszcze długa droga do prostszego życia. Jest jeszcze wiele miejsc w naszym mieszkaniu, których nie przejrzałam swoim nowym, minimalistycznym okiem. Inspiruję się blogami i kanałami na YouTube ludzi, którzy z minimalizmu uczynili swoją religię. Co najważniejsze, mam pełne zrozumienie i wsparcie mojego, jak się właśnie okazało minimalistycznego, Narzeczonego.

Nie chcę nikogo namawiać do podobnej zmiany stylu życia, ale polecam spróbować tej mody na wyrzucanie. Uwierzcie mi, warto zajrzeć na blog tych dwóch facetów: http://www.theminimalists.com/, ale przede wszystkim odszukajcie sobie choćby na Netflix’ie ich film – potrafi zdziałać cuda!

K.

40% chęci czyli mój ósmy raz na Woodstocku

Na Przystanek Woodstock w Kostrzynie nad Odrą pojechałam po raz pierwszy siedem lat temu. Będąc dwa miesiące w oficjalnym związku z Adamem wspólnie postanowiliśmy spakować najgorsze ubrania z szafy, kilka zupek chińskich i ciężki, stary wojskowy namiot i spędzić cztery pełne dni na osławionym święcie brudu, alkoholu i hałasu. Już w pociągu można było poczuć ducha festiwalu – przedziały pełne były punków, piwa, krzyków, śpiewów i śmiechów. Pamiętam, że w Kostrzynie z pociągu wychodziłam już pijana – znajomy zabrał ze sobą wino domowej roboty, które popijane tanim, mocnym piwem wywołało szybki efekt oszołomienia. Z szumiącymi głowami i ciężkimi bagażami na plecach, w upalnym słońcu przeszliśmy pieszo trzy kilometry z dworca kolejowego na pole Woodstockowe.

Kiedy je zobaczyłam, byłam przerażona i zachwycona jednocześnie.

Wszędzie pełno było ludzi, jakich na codzień nie miałam okazji spotykać – dziwnie ubranych, z kolorowymi włosami, brudnych – ale zdających się czerpać wielką radość z tego, że są obklejeni błotem od stóp do głów. Chłonęłam te obrazy i tę atmosferę razem ze wszystkimi jej elementami – z pyłem nieznośnie pchającym się do nosa, ze śmieciami porozrzucanymi gdzie popadnie, z mieszanką zapachów potu, piwa i wypełnionych toi-toi’ów, z hałasem prób dźwiękowych z dużej sceny i krzyków pijanych ludzi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Myślę, że nie będzie przesadą stwierdzenie, że w ciągu tych czterech dni byłam pod mniejszym lub większym wpływem alkoholu przez jakieś 70% czasu. Nie będę więc próbowała nikogo czarować i udawać, że na Woodstocku się nie pije. Pije się i to dużo, przekonałam się o tym na własnej skórze.

Nie o to jednak w tym wszystkim chodzi. Wspomnienia, jakie wtedy przywiozłam ze sobą do domu z Kostrzyna zostaną ze mną na zawsze – kąpiel z ekipą w zimnym błocie, przytulenie się do Adama rano na kacu, wzięcie udziału w  niesamowicie emocjonalnym oficjalnym otwarciu Przystanku Woodstock i wspólne odśpiewanie Glory Glory Hallelujah, spacery po polu namiotowym i przybijanie piątek z nieznajomymi – to wszystko przeżyłam dzięki ludziom, którzy są dla mnie esencją Przystanku. To ludzie go tworzą i to dla ludzi wracam do Kostrzyna już od siedmiu lat.

Mój pierwszy Woodstock trwał cztery dni. Każdy kolejny – siedem. To już dla nas tradycja, że wyjeżdżamy w poniedziałek i zostajemy do niedzieli. Zmieniając środek transportu z pociągu na własne auto byliśmy w stanie znaczenie poprawić komfort zarówno podróży, jak i samego biwakowania- możemy zabrać ze sobą dmuchany materac, poduszki, kuchenkę gazową czy choćby więcej ubrań, które mogą okazać się praktyczne podczas skrajnej pogody. Przez cały tydzień są tam nasi przyjaciele, których poznaliśmy w kolejnych latach na polu namiotowym; ludzie, z którymi spotykamy się raz w roku, ale są to wartościowe, pełne wzruszeń i długich rozmów spotkania.

Woodstock się zmienia, a ja jestem tego świadkiem. Infrastruktura tego wyjątkowego miasteczka z roku na rok jest na coraz wyższym poziomie – jest wygodniej, więcej, szybciej, łatwiej. Kostrzyn odwiedzają coraz młodsi ludzie, a tym samym zmienia się profil muzyczny festiwalu. Jest trochę modniej i ładniej, są snapy, Facebook i Instagram. Wiele osób krytykuje tę komercjalizację festiwalu. Tylko czy naprawdę aż tak bardzo komuś przeszkadza że wstawię na swój Instagram zdjęcie z hasztagiem #woodstock? Czy zabierze to festiwalowi jego magiczną atmosferę?

W tym roku wyjątkowo pakowałam swój plecak na trzy dni przed wyjazdem. Wyjątkowo, bo do tej pory rzeczy szykowałam już na miesiąc przed i z ekscytacją czytałam w Internecie o Woodstockowiczach, którzy są już na polu, zazdroszcząc im. Nie umiem określić dlaczego w tym roku moje nastawienie do wyjazdu było inne. Nie potrafiłam zarazić się od Adama festiwalową energią.

Dlaczego moją chęć jechania na Woodstock wyceniłam tylko na 40%?

Ciekawa jestem, czy tak to już będzie, że z roku na rok mój entuzjazm względem festiwalu będzie malał, czy może w tym roku wyjątkowo coś sprawiło że nie byłam całym sercem zaangażowana w przygotowania do wyjazdu. Czy teoria mojej mamy o tym, że „pewnie się zestarzałam” może być prawdziwa? Chciałabym wierzyć w to, że mama się myli, jednak niestety nie dowiem się tego wcześniej niż za 11 miesięcy, kiedy Jurek Owsiak na swoim fanpage’u ogłosi, że na polu bawią się już pierwsi Woodstockowicze i że właśnie zaczyna się budowa przepięknej dużej sceny. Kiedy zacznę dostawać wiadomości od znajomych z pytaniem czy w tym roku także będziemy i o której godzinie mogą się nas spodziewać.

DSC04469

Dzisiaj, spędzając czwarty dzień w domu po powrocie z festiwalu, już za nim tęsknię. 23. edycja Przystanku Woodstock była dla mnie tak samo piękna, jak każda z poprzednich na których udało mi się być. 40% chęci bycia na festiwalu szybko zmieniła się w czterdziestoprocentowy alkohol wypity w radości i wśród toastów „za spotkanie” – szybko, bo już w pierwszych godzinach spotkania z dawno niewidzianymi, wspaniałymi ludźmi.

Próbowałam, pisząc ten post, znaleźć powody, dla których to miejsce nie jest dłużej dla mnie, tym samym zdając sobie sprawę z tego, co mogło być przyczyną mojej niechęci do odwiedzenia Kostrzyna w tym roku. Niestety, nie dość, że nie udało mi się wyciągnąć żadnych wniosków w tym temacie, to wynikł z tego banalny wpis wychwalający Przystanek Woodstock.

A może to właśnie o ten banał w tym wszystkim chodzi? O tę beztroskę w upijaniu się przez tydzień ciepłą wódką z ludźmi, o których tak naprawdę nic nie wiemy. O pójście w pogo z kilkudziesięciotysięcznym tłumem. O leżenie w obozowym hamaku przez kilka godzin, jeśli to jest właśnie to, na co mamy ochotę. O krzyczenie z całych sił i o milczenie z osobą, która siedzi obok ciebie.

DSC04247

Woodstock już się zakończył, ale mi w głowie wciąż gra nieśmiertelny hymn Bukartyka…

Jedno nad nami niebo, każdy co innego widzi w nim…

I z tylu chmur ponad głową czarną ty a ja różową wybrałbym!

K.

 

Czerwona ulotka

Kiedy miałam 15 lat, pasjonowałam się literaturą. Miejska biblioteka była dla mnie praktycznie drugim domem, a żeby móc wypożyczyć więcej niż pięć książek naraz, założyłam drugą (oprócz swojej) kartę biblioteczną na nazwisko mojego młodszego brata. Przynosiłam do domu torby wypełnione książkami, po czym pochłaniałam kolejne pozycje jedna za drugą, w ekspresowym wręcz tempie. Czytałam powieści dla nastolatków, rzewne romanse (tak, kilka Harlequinów przeszło przez moje ręce), thrillery, biografie… Chyba dość naturalnie mój młody, plastyczny wtedy, umysł zainspirował się pisarstwem i postanowiłam spróbować swoich sił w czymś bardziej twórczym niż codzienne, nastoletnie bazgranie w pamiętniku.

Zaczęło się od poezji. Pisałam wiersze o miłości, tęsknotach, cierpieniach – chleb powszedni zakochanej gimnazjalistki. Kiedy czytam je teraz, po 12 latach, uśmiech pojawia się na mojej twarzy ale (wstyd się przyznać), nie umiem ich zrozumieć. Nie pamiętam czym był Motyl – motyw pojawiający się w 90% moich najwcześniejszych prac. I dlaczego tak lubiłam motyw śmierci?

Pamiętam za to jak dziś stosik broszurek zostawiony na parapecie szkolnego korytarza, zachęcający do dołączenia do kółka literackiego działającego w Centrum Kultury i Sztuki w moim mieście. Po przeczytaniu jednej z krwistoczerwonych ulotek i chwilowym namyśle włożyłam ją do plecaka i po powrocie do domu, oczarowana wizją wielkiej pisarskiej kariery, oznajmiłam mamie i tacie, że chciałabym wybrać się na spotkanie wspomnianego kółka. Mimo że nigdy nie dzieliłam się owocami mojej wyobraźni z nikim oprócz ówczesnego chłopaka, rodzice nie byli zbyt zdziwieni kiedy poprosiłam ich o odprowadzenie mnie w odpowiednim terminie do CKiS, które znajdowało się na innym niż nasze osiedlu.

Pierwsze spotkanie z Panią Emilką, czyli założycielką grupy i prowadzącą spotkań było dla mnie słodko-gorzkim doświadczeniem. Była to przesympatyczna, ciepła kobieta i od razu zyskała moją olbrzymią sympatię. Kiedy jednak rzuciła okiem na mój zeszyt z wierszami, pokiwała głową w zadumie i powiedziała, że jest we mnie potencjał, ale żeby dołączyć do kółka muszę popracować nad swoim stylem. Miała na myśli, że moje wiersze to raczej wierszyki dla dzieci a nie poważna, dorosła literatura.

Oczywiście miała rację.

Opinia Pani Emilki trochę podcięła mi skrzydła, ale postanowiłam się nie poddawać i pisałam dalej, ciągle szukając inspiracji na bibliotecznych półkach. Kiedy odwiedziłam CKiS po raz drugi, ze swoim nowym repertuarem w torbie, wzięłam udział w pełnoprawnym spotkaniu kółka. Grupa składała się z kilku osób a kółko w zasadzie było prostokątem. Całość polegała na siedzeniu przy stole, czytaniu na głos swoich prac, po czym dyskutowano na ich temat na ogólnym forum, w międzyczasie popijając herbatę i jedząc ciasteczka. Byłam najmłodszą, najcichszą i najspokojniejszą członkinią kółka. Mało się odzywałam, w końcu w moim mniemaniu „nie znałam się” na tym. Byłam też zbyt niepewna siebie i wstydliwa, żeby czytać swoje prace na głos osobiście. Moje wiersze zazwyczaj z nienaganną dykcją recytowała Pani Emilka lub osoba siedząca najbliżej mnie. Wszyscy zdawali się rozumieć moją niepewność i nikt nie oceniał mnie pod tym kątem. Żadna z moich prac nigdy nie została wyraźnie skrytykowana, zawsze otrzymywałam od tych osób wskazówki i konstruktywne uwagi które pomagały mi stawać się lepszą w tym co robiłam.

IMG_20170721_091527

Z czasem do sporej już kolekcji wierszy dołączyło kilka krótkich opowiadań, a nawet dwie części krótkiej powieści. Brałam udział w konkursach literackich, wysyłałam swoje prace w różne miejsca, w których mogłyby zostać opublikowane. Nigdy nie zapomnę swojej ekstazy, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam swoje wiersze w druku w miejskim młodzieżowym miesięczniku rozdawanym za darmo na ulicy. To było coś! Kiedy poszłam na pierwsze po tej publikacji spotkanie kółka i jeden z kolegów na wejściu pogratulował mi sukcesu, rozpierała mnie duma i chęć pisania więcej, więcej i jeszcze więcej. Więc pisałam i rozsyłałam, pisałam jeszcze więcej i dalej rozsyłałam.

Na koncie miałam drugie miejsce w konkursie poetyckim dla młodych i wyróżnienie w konkursie miejskiego tygodnika.

IMG_20170721_091746

Czułam się świetnie. Właściwie teraz, opowiadając Wam o tym i wspominając te wydarzenia, czuję się świetnie. Czuję te emocje, tę motywację i snuję marzenia o wielkiej karierze i moim nazwisku za szybami księgarni w całym kraju, ba! całym Świecie!

Gdzie zgubiłam swoje marzenia? Kiedy moje prace przestały być skarbem i stały się ciekawostką z mojej przeszłości, opowiadaną przy piwie nowo poznawanym osobom jako wspomnienie nastoletnich lat?

– Jak byłem mały, chciałem być koszykarzem.

– Ja piosenkarką.

– Aktorką.

– Ja chciałam być pisarką.

Mam wrażenie, że porzucenie długopisu zeszło się w czasie z moim przejściem z gimnazjum do liceum, tym samym zmianą partnera i znajomych. Nie obwiniam oczywiście o to nikogo – ani mojego otoczenia, ani samej siebie. Pewne rzeczy dzieją się naturalnie i nie mam żalu o to. że moje priorytety w pewnym momencie się zmieniły.

Obecnie, będąc 27-letnią, bardziej świadomą kobietą, zakładam tego bloga nie wiedząc do końca w jakim kierunku będzie on zmierzał. Czy będzie on swego rodzaju pamiętnikiem, miejscem do wyrzucenia moich myśli w eter? Czy będzie tylko dla mnie, czy może udostępnię go dla Was już po zakończeniu pisania tego, pierwszego, posta? Czy może zmienię ustawienia prywatności dopiero po stu postach? Czy będę tutaj pisać regularnie, czy zniechęcę się już jutro? Czy ktoś w ogóle to przeczyta?

Przeczytaj to lub nie. Read it or don’t.

Najprawdopodobniej nie będę już pisarką. Ale naprawdę cholernie dobrze jest znów pisać.

K.